Sprawdź opinie, czy warto kupić rurki z kremem z Biedronki z gazetki online. Nasi użytkownicy dodali opinie rurki z kremem Biedronka, co będzie dla Ciebie pomocne przy zakupach. Dzięki opiniom sprawdzisz, czy rurki z kremem Biedronka to dobry i pewny zakup. Porównaj opinie i sprawdź recenzje kupujących. Rurki kosztują 3,99 zł, są dostępne w dwóch smakach: kakaowym i waniliowym. Normalnie wzięłabym na spróbowanie pewnie najpierw kakaowe, ale miałam w pamięci to, że 90% zachwytów dotyczyło jednak tego drugiego smaku. Więc na pierwszy ogień poszły waniliowe. Już po pierwszym małym kawałku pierwszej rurki wiedziałam, że je Rurki SŁOMKI do picia zimnych i ciepłych NAPOJÓW (słomka3151) ☝ taniej na Allegro • Darmowa dostawa z Allegro Smart! • Najwięcej ofert w jednym miejscu • Radość zakupów ⭐ 100% bezpieczeństwa dla każdej transakcji • Kup Teraz! • Oferta 10820983084 Bombilla do Yerba Mate - wybierz swoją ulubioną! Nasz sklep internetowy z Yerba Mate to najlepiej wyposażone miejsce tego typu w sieci. Na naszych wirtualnych półkach prezentujemy nie tylko pochodzące z Ameryki łacińskiej herbaty z ostrokrzewu paragwajskiego, ale też akcesoria do Yerba Mate takie jak tykwy, materea, czy też proponowane w tym dziale produktowym rurki do Mate, czyli SŁOMKI DO PICIA PAPIEROWE RURKI CZARNE 12 sztuk. od Super Sprzedawcy. Długość. 19.7 cm. Średnica. 0.6 mm. 2, 90 zł. kup 10 zł taniej. 6,89 zł z dostawą. Gorąca sprzedaż 16/19/21/23/26 cm 304 ze stali nierdzewnej wielokrotnego użytku metalowe słomiane proste/ wygięte słomki do picia z silikonowymi końcówkami. 15-dniowa dostawa w ciągu 42,06zł. uniturcky Official Store. 15,06zł. 24 sprzedano 4.5. . Pszczoły od niepamiętnych czasów budziły fascynację i szacunek człowieka. Starożytni Grecy wierzyli, że ekstrakt z ich miodu zapewnia nieśmiertelność, a Egipcjanie dostrzegali w nich łzę samego boga słońca. Istnieje nawet gałąź medycyny naturalnej, która zajmuje się leczeniem za pomocą pszczół (tzw. apiterapia). Propolis (kit pszczeli) znali natomiast już Inkowie, a obecnie jest stosowany jako tzw. parafarmaceutyk. Miód jest wykorzystywany również w kosmetologii. Pszczoły ponadto dostarczają wosk, pyłek czy mleczko. Ogrodnicy dzielą pszczoły na miodne oraz dzikie. Pszczoły miodne Pszczoły nazywamy miodnymi, ponieważ wytwarzają miód i wosk. Znane są ze swojej struktury rodzinnej – panuje wśród nich ścisła hierarchia. Królowa, robotnice oraz trutnie tworzą jeden wielki żywy organizm. W pojedynczym roju może żyć ok. 20 tys. pszczół. Zajmują się zbieraniem nektaru i pyłku kwiatów będących ich pokarmem. Przy okazji zapylają tzw. rośliny owadopylne (np. bławatek, czereśnię, chaber, dziewannę, dziurawiec, gruszę, łubin, jabłoń, koniczynę, mak, rzepak, sasankę czy wrzos). Warto zaznaczyć, że pszczoły zapylają nie tylko kwiaty ozdobne, ale i rośliny uprawne. Do tego wytwarzają miód i wosk. W jednym roju może żyć nawet 20 tys. pszczół Zwabić je do ogrodu można w bardzo prosty sposób - sadząc rośliny miododajne (np. aster, lawendę wąskolistną, lipę drobnolistną, oregano, macierzankę piaskową, malinę czy śnieżynkę przebiśnieg). Pamiętajmy jednak, że samo przyciągnięcie pszczół do ogrodu to nie wszystko. Trzeba także zadbać o jak najlepsze dla nich warunki. Należy więc ograniczyć stosowanie środków chemicznych, posadzić rośliny kwitnące przez cały sezon, zostawić kawałek dzikiego ogrodu, zbudować prosty domek do zagnieżdżenia. Dobrze jeśli pszczoły będą miały pojemnik z wodą do picia – warto pomyśleć choć o malutkim oczku wodnym czy niewielkim poidełku. Pszczoły miodne zapylają nie tylko kwiaty ozdobne, ale także rośliny uprawne. Wytwarzają miód i wosk. Pszczoły dzikie nie produkują miodu, są natomiast pracowitymi zapylarkami. Dzikie pszczoły Nie dostarczają nam miodu, ale ich obecność w ogrodzie i tak jest niezwykle pożyteczna. Nie są groźne dla człowieka ze względu na fakt, iż nie posiadają żądeł. Wśród nich można wyróżnić ok. 450 gatunków. Najczęściej spotykane na terenie naszego kraju to: murarka ogrodowa, lepiarka wiosenna oraz pszczoła samotka. Dlaczego są pożyteczne? Pszczoły dzikie znane są przede wszystkim jako pracowite zapylarki. Podobnie do pszczół miodnych zapylają kwiaty ozdobne oraz rośliny uprawne. Jak je przyciągnąć do ogrodu? Należy posadzić rośliny miododajne. Warto zbudować im miejsce gniazdowania. Może to być np. domek z drewnianych klocków z wywierconymi otworkami lub gniazdo z pustych łodyg trzciny cukrowej. W sprzedaży są również specjalne kokony i rurki trzcinowe do zakładania gniazd przez murarki ogrodowe. Ponadto trzeba troszczyć się o środowisko, czyli stworzyć jak najlepsze warunki do życia pszczół: ograniczyć chemię, zostawić kawałek dzikiego ogrodu, posadzić rośliny kwitnące przez cały sezon oraz zadbać o wodę do picia. Trzmiele Na całym świecie żyje 300 gatunków trzmieli, w Polsce tylko ok. 30. Najczęściej spotykane w naszym kraju trzmiele to: ziemny, gajowy oraz kamiennik. Ich naturalnym miejscem gniazdowania są dziuple, drzewa rosnące pośród pól, miedze, nory krecie, nieużytki porośnięte przez rośliny kwitnące czy szczeliny w deskach. Obok pszczół miodnych to najważniejsze owady, które odpowiadają za zapylanie roślin. Zapylają wiele roślin uprawnych (np. borówkę wysoką). Co więcej, są w stanie zapylać rośliny uprawiane pod osłoną (czego nie robią pszczoły miodne). Są wykorzystywane na uprawch pomidorów hodowanych pod osłoną. Ponadto rośliny przez nie zapylane mają więcej owoców, a te są wyższej jakości (wyróżniają się lepszą wagą, wypełnieniem oraz wyglądem). Trzmiele są w stanie zapylać także rośliny uprawiane pod osłoną Aby przyciągnąć trzmiele do ogrodu, należy posadzić wiele roślin miododajnych. Atrakcyjne dla nich są zwłaszcza astry jesienne, facelie, heliotropy, kocimiętka, nawłocie, słoneczniki ozdobne, szałwie, wrzosy czy żmijowce. Warto stworzyć dziki zakątek i pomyśleć nad oczkiem wodnym lub przynajmniej małym poidełkiem z wodą. Można też zawiesić drewniany domek wypełniony liśćmi czy położyć starą gałąź ze wywierconymi otworami, które staną się miejscami ich gniazdowania. Oczywiście także i w ich przypadku trzeba pamiętać – chemia im nie sprzyja. Do owadów pożytecznych zalicza się też gatunki drapieżne. Czyli drapieżne biedronki i chrząszcze, pająki, mrówki, ważki czy złotooki. Drapieżne biedronki Drapieżne biedronki bez wątpienia są sprzymierzeńcami ogrodników. Popularnie są nazywane bożymi krówkami. Wyróżniamy biedronkę dwukropkę, dziesięciokropkę, wrzeciążkę czy najmniejszą w Polsce biedronkę o nazwie skulik przędziorkowiec. Ich niewinny wygląd skrywa prawdziwych małych drapieżców. Są owadami drapieżnymi we wszystkich stadiach – jako larwy, poczwarki i osobniki dorosłe. Niestety często ich larwy są mylone ze stonką – jaja tych szkodników składane są jedynie na pomidorach i ziemniakach. Warto być więc świadomym wyglądu larw i poczwarek drapieżnych biedronek, aby przypadkiem ich nie zniszczyć. Jaja mają żółte lub pomarańczowe. Składają je zazwyczaj po kilka lub kilkadziesiąt na liściach, łodygach oraz pniach roślin. Biedronki zimują wśród drzew. Najczęściej gnieżdżą się w pniach lub różnych zakamarkach pod korą czy też opadłymi liśćmi na ziemi. Są postrachem dla mszyc. Zjadają także inne szkodniki, w tym: czerwce, miodówki, mączniki, młode gąsienice, roślinożerne roztocza czy drobne larwy muchówek oraz chrząszczy. Jak je przyciągnąć do ogrodu? Jest na to pewien „słodki” sposób. Mianowicie rośliny szczególnie narażone przez mszyce opryskujemy lekko posłodzoną wodą. Zabieg ten wykonujemy średnio raz na tydzień. Jeśli zależy nam zadomowieniu się biedronek w ogródku, warto pamiętać o tym, aby stosować wyłącznie preparaty nieszkodliwe dla biedronek. Chrząszcze żywią się głównie mszycami, ślimakami, pierścienicami i stonką Złotooki Złotooki najczęściej można spotkać tuż po zapadnięciu zmierzchu. Na terenie Polski występuje ich ok. 20 gatunków. Najpopularniejszym jest złotook pospolity o charakterystycznych półprzezroczystych skrzydłach. Dlaczego są pożyteczne? Zjadają mszyce i przędziorki oraz drobne owady. Warto zaznaczyć, że jedna larwa w swoim cyklu rozwojowym jest w stanie zniszczyć kilkaset mszyc albo nawet kilka tysięcy przędziorków. Złotooki można zwabić kwiatami o żółtej barwie płatków. Wabikami na te owady są również aronie, jeżyny, jarzębiny, róże czy śliwy. Drapieżne chrząszcze W Polsce można spotkać ok. 700 gatunków chrząszczy. Żerują głównie nocą. Najczęściej mieszkają pod liśćmi, gałęziami czy kamieniami. W naszych ogrodach żyją tęcznik, biegacz gładki i fioletowy. Chrząszcze utrzymują równowagę w ekosystemie. Zjadają głównie mszyce, ślimaki, pierścienice, stonkę ziemniaczaną czy jaja śmietek. Jak je przyciągnąć do ogrodu? Zazwyczaj wystarczają proste sposoby: usypanie kupki liści, wyschniętych łodyg czy nierównomierne rozsypanie kamieni. Skorki pospolite Skorek wygląda groźnie, ale praca, którą wykonuje, jest nieoceniona. Im więcej skorków w ogrodzie, tym mniej mszyc i przędziorków. Najbardziej komfortowe warunki życia dla tego stworzenia zapewniają wilgotne miejsca. Najczęściej można je więc spotkać pod opadłymi liśćmi, w korze drzew czy pod zeschniętymi patykami. Pożywieniem skorków są szkodniki owoców i warzyw. Są naturalnymi wrogami rybika cukrowego. Ofiarami skorków są także niechciane w ogrodach mszyce oraz gąsienice. Sprawdzony sposób na ich zwabienie polega na przyczepieniu do gałęzi specjalnego schronienia, w którym mogłyby zamieszkać. Wystarczy zaczepić do gałęzi drzew owocowych czy krzaków róż gliniane doniczki zawieszone do góry nogami i wypełnić je wiórkami z drewna. Ważki przyciągnie do ogrodu oczko wodne i umieszczone wokół niego kamienie, na których będą mogły się wylegiwać Ważki Są drapieżnikami, szczególnie ich larwy. Główna zaleta ich obecności w ogrodzie polega na zjadaniu przez nie komarów. Żywią się także muchami, wioślarkami, widłonogami czy skorupiakami. Jak je przyciągnąć do ogrodu? Wystarczy założyć oczko wodne i rozłożyć wokół niego kamienie, na których będą mogły wylegiwać się w ciepłe dni. Skorek wygląda groźnie, ale praca, którą wykonuje, jest nieoceniona. Im więcej skorków w ogrodzie, tym mniej mszyc i przędziorków. Owady pasożytnicze Są to tzw. parazytoidy. Pasożytują na lub w ciele szkodnika, żyjąc jego kosztem. Niektóre z nich niestety atakują także pożyteczne owady drapieżne. Najbardziej korzystne w ogrodzie są te z nich, które rozwijają się w jajkach innych owadów, pozbywają się bowiem szkodnika zanim ten może spowodować jakiekolwiek szkody. Używa się ich do biologicznego zwalczania szkodników w produkcji ekologicznej i integrowanej (np. osiec korówkowy pomaga ogrodnikom w walce z bawełnicą korówkową, szkodnikiem jabłoni). Parazytoidy odgrywają również rolę w ograniczaniu szkodników minujących liście czy szrótówki białaczka. Aby je przyciągnąć do ogrodu, należy ściąć pędy i gałązki roślin z porażonymi przez osiec korówkowy mszycami a następnie umieścić je w miejscach występowania bawełnicy. W wykwintnej restauracji kelner zamiast wody butelkowanej przynosi „kranówkę”. Rozbój w biały dzień? Nie, raczej zwyczaj rodem z wiele lat polska „kranówka” nie cieszyła się dobrą opinią. Brudna, o nieapetycznym zapachu, nie zachęcała do picia - i to nawet po przegotowaniu. Na szczęście to już przeszłość, bo to, co płynie dziś wodociągowymi rurami, jest pod ścisłą kontrolą odpowiednich służb. Wiele się na ten temat mówi i pisze, jednak Polacy wciąż podchodzą do picia „kranówki” z rezerwą. Skąd bierze się ten opór przed piciem wody z kranu? To proste - ze zwykłej niewiedzy i utartych przekonań. Nie ma się czego baćWedług badań, woda kranowa w Polsce jak najbardziej nadaje się do spożycia. I co ważne: nawet bez gotowania. Jej jakość udało się polepszyć głównie dzięki przepisom unijnym, które nakazują państwom członkowskim stałe utrzymanie wody wodociągowej na najwyższym poziomie pod względem jej bezpieczeństwa mikrobiologicznego i przeznaczenia do spożycia. Dlatego też dofinansowane pieniędzmi z Unii Europejskiej gminy zmodernizowały ujęcia wodociągowe na swoich terenach i dostosowały je do takiego poziomu, że ich mieszkańcy mogą bez obaw nalewać wodę do szklanek prosto z kranu. A jeśli ktoś miałby co do tego wątpliwości, może sięgnąć po wyniki badań wody - to nie jest żadna gminna tajemnica; są one nie lepsza...Badacze są zgodni, że ,,kranówka” jest tak samo dobra, a nawet lepsza niż woda źródlana zamknięta w plastikowym opakowaniu. Mit niskiej jakości tej pierwszej podsycają koncerny spożywcze, które reklamują swoje wody butelkowane jako najwartościowsze produkty. O tym jednak, że praktycznie taki sam płyn jak ich - i to za darmo - leci z naszego własnego kranu, usilnie milczą. Na szczęście coraz głośniej w mediach jest o tym, że warto pić „kranówkę” i tym samym zrezygnować z butelkowanej dla dobra środowiska. Za sprawą akcji zachęcających do spożywania wody stołowej, prowadzonych w takich miejscach jak restauracje, wiele osób coraz częściej sięga, na wzór Francuzów czy Brytyjczyków, po „kranówkę”. Widniejąca w menu pod hasłem „woda stołowa”, pita przez restauracyjnych gości staje się ona powoli modnym trendem wśród Polaków. Niestety, to co modne w towarzystwie, nie zawsze udziela się mieszkańcom w gospodarstwach domowych. Nie dlatego, że nie chcą iść z postępem, ale dlatego, że.... płynąca z ich kranów woda niekoniecznie nadaje się do woda płynąca z kranu w restauracji jest bez zarzutów. Krystalicznie czysta i bezwonna, po prostu zachęca, by się jej napić. W prywatnych gospodarstwach domowych może być z tym różnie. Problem? Pomogą filtry do wodyWarto zdawać sobie sprawę, że problem w weryfikacji jakości zwykłej „kranówki” nie leży w rurach wodociągowych, jakie biegną do takich obiektów z miejskiej stacji uzdatniania. O ich stan dbają odpowiednie służby stale kontrolujące płynącą w nich ciecz (o czym wyżej). Dlatego jeśli z kranu leci nam nieapetyczna woda, czy to pod kątem wizualnym, czy zapachowym, zastanówmy się, czy nie należy się przyjrzeć stanowi rur biegnących w ścianach naszego domu. Często jest bowiem tak, że w starym budynku komunalnym rury wodociągowe „nie widziały” ekipy remontowej od momentu budowy w takiej sytuacji? Można oczywiście zdecydować się na wymianę rur, ale wiąże się to z ogromnymi inwestycjami. Na szczęście jest prostsze i tańsze rozwiązanie: filtry do wody. Montowane w szafce pod zlewem w kuchni skutecznie filtrują wodę pitną płynącą domowymi rurami, dając czysty płyn pozbawiony jakiegokolwiek zapachu. Taki, który bez obaw można pić prosto z ofertyMateriały promocyjne partnera Draże produkowane dla marketów Biedronka o nazwie Rido to produkt wizualnie zbliżony do swoich konkurentów. Smakowo wypadają one całkiem nieźle mimo tego, że są bardzo ale to bardzo słodkie, można by powiedzieć przesadnie słodkie. W składzie nam się one dość mocno nie podobają, nie uważamy ich za dobry przykład tego typu słodyczy a raczej dość słaby. Paczka mieści w sobie 150 gram produktu, ciemnych kulek z wypełnieniem kokosowym w polewie kakaowej. Tego typu słodycz jest przysmakiem wielu dzieci, ale niestety, warto się poważnie zastanowić nad tym czy warto je kupować. Aby to zrobić należy zapoznać się z ich składem. Naszym zdaniem w składzie jest za wiele pewnych elementów przez co tego produktu nie będziemy polecali. Skład draży kokosowych Rido z Biedronki: cukier (na pierwszym miejscu znaczy że jest go najwięcej – to nie jest dobre, bo kupuje się draże kokosowe a nie cukier w tym przypadku), polewa kakaowa 17% na skład której wchodzą: ponownie na pierwszym miejscu cukier, utwardzony olej sojowy i palmowy (bardzo nieciekawy składnik wpływający na blokowanie układu krążenia i związanych z tym mnóstwem bardzo poważnych chorób), kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 17,6 %, emulgator w postaci lecytyny sojowej oraz nie określony aromat. Następnie wiórki kokosowe 10%, serwatka w proszku z mleka, utwardzony tłuszcz roślinny (tak jak poprzednio składnik niekorzystnie wpływający na żyły), odtłuszczone mleko w proszku. Wafle na skład których wchodzą: mąka pszenna, skrobia ziemniaczana, olej roślinny i sól. Następnie w składzie mamy barwnik E150c czyli karmel amoniakalny (także składnik nie za ciekawy bo syntetyczny – w celu ubarwienia), syrop glukozowy (czyli słodzik), substancja glazurująca w postaci E414 czyli gumy arabskiej po której może czasami wystąpić uczulenie. Ogólnie jak widać po samym składzie jest sporo kontrowersyjnych składników, co być może gorsza normy GDA a dokładnie wartość odżywcza w postaci cukrów oraz kwasów tłuszczowych nasyconych jest znacznie za wysoka aby mówić dobrze o tym produkcie. Wartość odżywcza Rido w 100 gramach produktu oraz GDA w nawiasie wyrażone procentowo: wartość energetyczna 465 kcal (24%), białko 3 g, węglowodany 73,6 g w tym cukry aż 70,1 g (aż 78% !!!), tłuszcz 16,8 g (24%) w tym kwasy tłuszczowe nasycone 10,2 g (aż 52% !!!), błonnik 3,7 g oraz sód 0,05 g (1%). Jak widać normy są bardzo wysokie i przez to, ten produkt jest naszym zdaniem złej jakości. Jest to coś przez co bardzo łatwo przytyć, za wysokie wspomniane normy GDA, oraz dodatkowo wcześniej wymienione składniki problematyczne. Naszym zdaniem jest to produkt nie warty polecenia i warto wybrać coś znacznie zdrowszego i lepszego jakościowo. Nie polecamy dlatego Rido draży kokosowych z biedronki. Zapraszamy do przeczytania kolejnych tematów. Old Donkey A+B+C Posty: 1825 Rejestracja: 05 maja 2018, 13:53 Lokalizacja: Katowice Re: Sposób na napój pod ręką. Już dla Szekspira spożywanie H2O podczas jazdy było poważnym problemem co wyraził słynną frazą : „Pić albo nie pić, oto jest pytanie” Przypomniał mi się artykuł na temat jazdy w wysokich temperaturach : ... Jest w nim tabelka pokazująca minimalne zapotrzebowanie na wodę umożliwiające chłodzenie ciała w drodze parowania. Tabelka zakłada minimalny opływ powietrza wokół ciała i nie uwzględnia ciepła wydzielanego przez motocykl. Zapotrzebowanie na wodę zależy od temperatury. Wg tabeli przy 27 C wystarczy wypić tylko 0,09 litra wody na godzinę ale przy upale 45 C potrzebny jest już cały 1 litr wody na godzinę. Drugim istotnym parametrem jest czas podróży. Jak się jedzie cały dzień w upale zwłaszcza >=34 C to picie w trakcie jazdy nie schodząc z motocykla wydaje się być koniecznością. ( KiB) Przejrzano 1473 razy mrsojer A2 Posty: 192 Rejestracja: 19 gru 2020, 22:04 Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: mrsojer » 22 cze 2021, 12:57 Tak ja czułem się odwodniony na motocyklu. Nie ma problemu jak jest do zrobienia 200 km. Ale jak już wsiadam to robię po 400 500 km. Wtedy chwila moment i można zrobić łyka bez konieczności schodzenia z moto. Wysłane z mojego SM-G980F przy użyciu Tapatalka goral9000 A1 Posty: 94 Rejestracja: 09 paź 2018, 07:27 Lokalizacja: Chorzów Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: goral9000 » 22 cze 2021, 13:15 Ja wożę w tanbagu zawsze butelkę z wodą z biedronki, mają fajne małe litrowe butelki. Za granica używałem butelki z filtrem i napełniałem na postojach. Co do wieszania butelek na gmolu to bardziej obawiałbym się temperatury tej wody bo picie ciepłej wody nie jest przyjemne i nie daje orzeźwienia. Yamaha XJ600 Diversion --> Suzuki DL 650 Mariomoto A1 Posty: 47 Rejestracja: 23 lut 2021, 21:20 Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: Mariomoto » 22 cze 2021, 13:40 mrsojer pisze: ↑22 cze 2021, 12:57 Tak ja czułem się odwodniony na motocyklu. Nie ma problemu jak jest do zrobienia 200 km. Ale jak już wsiadam to robię po 400 500 km. Wtedy chwila moment i można zrobić łyka bez konieczności schodzenia z moto. Wysłane z mojego SM-G980F przy użyciu Tapatalka Ja mam to samo niby nie czujesz na motocyklu potrzeby ale przydało by się wziąć łyka wody co parę chwil gdzieś na światłach czy w korku szczególnie w upał. Ostatnio tak miałem że czułem że się odwodnilem. Piwko weszło po trasie że aż puszkę wgieło A sposobem na zimna wodę może być taka butelka ... fyEALw_wcB Cena tylko zabójcza. Ale wlewasz wodę z lodówki i pewnie trzyma parę godzin Dl1000-2014 mrsojer A2 Posty: 192 Rejestracja: 19 gru 2020, 22:04 Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: mrsojer » 22 cze 2021, 16:42 goral9000 pisze:Ja wożę w tanbagu zawsze butelkę z wodą z biedronki, mają fajne małe litrowe butelki. Za granica używałem butelki z filtrem i napełniałem na postojach. Co do wieszania butelek na gmolu to bardziej obawiałbym się temperatury tej wody bo picie ciepłej wody nie jest przyjemne i nie daje jest to pewien problem który mnie raz spotkał jak zapomniałem zabrać butelki i zostawiłem na słońcu na parkingu. Jak się jedzie to nie ma tego problemu. Wysłane z mojego SM-G980F przy użyciu Tapatalka Struna A+B+C+D+E+T Posty: 4698 Rejestracja: 08 sie 2017, 15:26 Lokalizacja: Skawina/Kraków Kontakt: Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: Struna » 22 cze 2021, 16:50 To widziałem, ale tam niestety "towar niedostępny", dlatego pytałem o źródło vaaks A2 Posty: 109 Rejestracja: 26 lut 2019, 09:06 Lokalizacja: Miasto parowozów Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: vaaks » 22 cze 2021, 17:38 To mój pomysł na łyk wody na światłach czy w z tego w integralu. To rurka koktailowa z nierdzewki + zakrętka z butelki ze smoczkiem. Załączniki ( KiB) Przejrzano 1445 razy Wiek to tylko cyfra. Były: Java 250(353) >>>Drag Star 650>>>Drag Star 1100>>>Honda Varadero1000>>>Jest DL650AL4 Online staszek_s A+B+C+D Posty: 2431 Rejestracja: 04 paź 2016, 12:32 Lokalizacja: Radlin, Śląsk Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: staszek_s » 22 cze 2021, 18:52 Struna pisze: To widziałem, ale tam niestety "towar niedostępny", dlatego pytałem o źródło Znalazłem na za 70 plus przesyłka, zamówiłem, dam znać jak przetestuję. Yamaha Virago 535 > DL 650 AL5 > DL 1000 L9 Old Donkey A+B+C Posty: 1825 Rejestracja: 05 maja 2018, 13:53 Lokalizacja: Katowice Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: Old Donkey » 22 cze 2021, 19:15 jeżeli ten kabelek do picia wody jest z firmy co się nazywa source to wg tego co mówi ten gościu (a ja mu wierzę) jakość powinna być super lukas76 A+B+C+D Posty: 2727 Rejestracja: 10 mar 2019, 21:40 Lokalizacja: Bielsko-Biała/Zwiesel Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: lukas76 » 22 cze 2021, 19:20 Chyba jednak w torbie lepiej, w lato i taki gorąc to to piecie to będzie za ciepłe Ponowne przyjęcie do Mniejszości Niemieckiej BMWał Old Donkey A+B+C Posty: 1825 Rejestracja: 05 maja 2018, 13:53 Lokalizacja: Katowice Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: Old Donkey » 22 cze 2021, 20:01 Woda się szybko nagrzewa w butelkach ale ponoć lepsza ciepła woda niż brak wody W rozwiązaniu z moto juga pojemniki na wodę są termicznie izolowane, czy skutecznie nie wiem. Koło komina wodę wożę w kufrach, jakieś 2 lata temu przestałem kupować wodę w butelkach, w zamian używam "czajników" z filtrem i kranówy którą przelewam do swoich butelek. Jak tak ciepło jak dziś to w zwykłej torbie izotermicznej z aldi czy lidla, plus zamrożone wkłady do przenośnych lodówek. lukas76 A+B+C+D Posty: 2727 Rejestracja: 10 mar 2019, 21:40 Lokalizacja: Bielsko-Biała/Zwiesel Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: lukas76 » 22 cze 2021, 20:04 Może kupić duży metalowy termos, taki żeby do środka mieściła się butelka plastikowa, termos na czarno, obejmy i do gmoli Ponowne przyjęcie do Mniejszości Niemieckiej BMWał Online staszek_s A+B+C+D Posty: 2431 Rejestracja: 04 paź 2016, 12:32 Lokalizacja: Radlin, Śląsk Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: staszek_s » 22 cze 2021, 21:01 Bez przesady, 3-4 godziny w tankbagu powinno być pijalne, potem i tak się na ogół trafia jakaś stacja to można wlać z lodówki. Yamaha Virago 535 > DL 650 AL5 > DL 1000 L9 f_ranek A+B Posty: 535 Rejestracja: 10 cze 2021, 23:39 Lokalizacja: SK Kontakt: Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: f_ranek » 22 cze 2021, 22:24 A w jakim celu termos na czarno? Żeby kolorystycznie pasował, bo przecież czarny się będzie szybciej nagrzewał, niż jasny. | Bogusław | Honda Varadero XL125V 2003 -> biały DL650XT 2021 (M1) | lukas76 A+B+C+D Posty: 2727 Rejestracja: 10 mar 2019, 21:40 Lokalizacja: Bielsko-Biała/Zwiesel Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: lukas76 » 22 cze 2021, 22:38 f_ranek pisze: ↑22 cze 2021, 22:24 A w jakim celu termos na czarno? Żeby kolorystycznie pasował, bo przecież czarny się będzie szybciej nagrzewał, niż jasny. To troszkę tak z humorem Ponowne przyjęcie do Mniejszości Niemieckiej BMWał szuwarek A+B+C Posty: 1097 Rejestracja: 01 maja 2018, 21:44 Lokalizacja: Reksio, Bolek i Lolek... Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: szuwarek » 22 cze 2021, 22:44 Ja na dłuższą trasę używam wojskowego 3 litrowego Camelbacka Termopack. Fakt, trzeba to nosić na plecach ale jazda bez systematycznego nawadniania się to proszenie się o kłopoty. Przywołany wyżej Pavlin świetnie tłumaczy tę kwestię. Zresztą polecam jego kanał. Jazdy wkoło komina w upały unikam, bo żadna przyjemność ale jak trzeba to mam turystyczne flachy 0,7 i 1 l i zawsze któraś z nich zabieram z sobą do kufra czy torby na gmol. Piję na postojach. Kranówkę, bo woda u mnie na szczęście dobra. Mam też te butelki z filtrem i je zabieram jak udaję się w nieznany teren. Nie wszędzie kranówka jest zdatna do picia. DL650 2013 -> DL1000 2016 Mariomoto A1 Posty: 47 Rejestracja: 23 lut 2021, 21:20 Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: Mariomoto » 23 cze 2021, 05:42 To ja jeszcze wrzucę butelkę która chyba kupię. Ma wszystko co potrzeba. Jest termiczna piszą że trzyma zimno/ciepło do 20h. Co w upały by się przydało. Ma rurkę w środku i otwieranie i zamykanie na jeden klik. Cena ok 112 zł na allegro ale może warto. Dl1000-2014 Grzechu (Kobyłka) A+B+C Posty: 1992 Rejestracja: 09 sty 2017, 12:55 Lokalizacja: Opole Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: Grzechu (Kobyłka) » 01 lip 2021, 13:10 Mój zestaw nawadniający człowieka. Zawsze pod ręką, można pić w czasie jazdy. Uchwyt z Ali + bidon 0,7l z Decathlon Uchwyt dźwignie nawet butelkę pet 1,5l Obowiązkowo w każdą długą trasę zabieram też elektrolity. Polecam Elektrolity Plusssz x 24 tabl. musujące. Komplet witamin i minerałów. ( KiB) Przejrzano 1334 razy ( KiB) Przejrzano 1334 razy ( MiB) Przejrzano 1334 razy ( KiB) Przejrzano 1334 razy Honda Transalp 650XL + Suzuki V-Strom DL 1000 ABS 2016 Online staszek_s A+B+C+D Posty: 2431 Rejestracja: 04 paź 2016, 12:32 Lokalizacja: Radlin, Śląsk Re: Sposób na napój pod ręką. Post autor: staszek_s » 01 lip 2021, 13:37 też nie umiem już znaleźć, może się wyprzedała, u mnie to się nazywało Konwerter Source Convertube Snep - blue - możesz ich zapytać mailem. Yamaha Virago 535 > DL 650 AL5 > DL 1000 L9 Wróć do „Inne do Vstrom-a” Przejdź do Regulaminy i zasady forum ↳ Regulamin forum, zasady forum, FAQ ↳ FAQ Strefa dla wszystkich ↳ Tematy ogólne ↳ Prawo, przepisy, kodeks ↳ Technika jazdy ↳ Motocykle V-strom ↳ Warsztat ↳ Usterki i Awarie ↳ Warsztat mechaniczny ↳ Jaki najlepszy olej do motocykla ↳ Warsztat elektryczny ↳ Instrukcje i serwisówki ↳ Patenty i usprawnienia ↳ Wszystko do V-stroma ↳ Koła i opony ↳ Oleje, chemia ↳ Turystyka, Bagaż ↳ Akcesoria elektryczne i elektroniczne ↳ Inne do Vstrom-a ↳ Wszystko dla motocyklisty ↳ Odzież ↳ Kaski, Buty, Rękawice ↳ Interkomy, Nawigacje, Kamery ↳ Inne dla motocyklisty ↳ Nasze Motocykle ↳ Motocykle niesłuszne (czyli nie V-strom) Społeczność V-strom Klub ↳ Przywitalnia ↳ Sprawy organizacyjne forum ↳ Spotkania i zloty ↳ Nasze sprawy ↳ Mapa klubowiczów Turystyka i Podróże ↳ Informacje dla podróżników ↳ Relacje i fotorelacje z podróży ↳ Propozycje wypraw W chwilach wolnych ↳ Pośmiejmy się ↳ Strefa Plecaczka ↳ Hyde Park ↳ Fuchy i fuszki Giełda ↳ Kupię ↳ Kupię do motocykla ↳ Kupię dla motocyklisty ↳ Kupię motocykl ↳ Czy mam kupić ten motocykl ↳ Sprzedam do motocykla ↳ Sprzedam wszystko do motocykla ↳ Sprzedam wszystko dla motocyklisty ↳ Sprzedam motocykl ↳ Sprzedaż/kupno inne ↳ Oferta sprzedawców, producentów Zawsze uwa­ża­łem, że jestem bad boyem, ale wczo­raj to prze­sze­dłem sam sie­bie. Wyrzu­cili mnie z bie­dronki. Gdy moi zna­jomi zga­dy­wali powód, dla któ­rego to się stało, naj­czę­ściej wymie­niali zła­pa­nie na pró­bie kra­dzieży, albo eks­hi­bi­cjo­nizm. Myśla­łem, że ludzie mają o mnie tro­chę lep­szą opinię. To o co w takim razie cho­dziło? Już śpie­szę z tłu­ma­cze­niem. Otóż w publicz­nym miej­scu, jakim jest sklep bie­dronka obo­wią­zują zasady sztyw­niej­sze niż w celi gryp­su­ją­cych, czy na tere­nie jed­nostki woj­sko­wej. O ile zakaz wpro­wa­dza­nia psów, zakaz jedze­nie lodów, jeż­dże­nia na rol­kach, cho­dze­nia w masce/hełmie, uży­wa­nia otwar­tego ognia, a nawet cza­sem zakaz gry w piłkę jestem w sta­nie zro­zu­mieć, tak zakaz foto­gra­fo­wa­nia jest dla mnie absur­dalny, szcze­gól­nie że robi­łem jedy­nie zdję­cia pro­duk­tów. Jak się rów­nież oka­zuje nie do końca w zgo­dzie z pol­skim pra­wem. zło­wiesz­czo przyświeca Jed­nak Pan każe, sługa musi, więc pra­cow­nicy poczuli się zobo­wią­zani do zwró­ce­nia mi uwagi. Bar­dzo też chcieli się dowie­dzieć po co mi są te zdję­cia, a odpo­wiedź, że jestem szpie­giem prze­my­sło­wym nie do końca ich zado­wo­liła. Kazano mi pocze­kać i pozwo­li­łem sobie na kolejny żar­cik, czy cze­kamy na poli­cję. Zupeł­nie nie znali się na żar­tach. W końcu przy­szła pani kie­row­nik zmiany, czy sklepu poka­zała mi z wypiętą pier­sią i dumą w gło­sie naklejkę z prze­kre­ślo­nym aparatem. Nie powie­dział­bym, że wygrała, ale wcho­dze­nie w jakie­kol­wiek dys­ku­sje nie mia­łyby sensu, w dodatku nie chcia­łem dener­wo­wać jej, ani tym bar­dziej się. Prze­pro­si­łem więc i wysze­dłem ze sklepu. Teraz się tam nie poja­wię, dopóki nie zapusz­czę wąsa. Dowie­dzia­łem się rów­nież, że jeżeli chce robić zdję­cia w skle­pie powi­nie­nem się skon­tak­to­wać z rzecz­ni­kiem pra­so­wym bie­dronki. Albo kupić te wszyst­kie pro­dukty i zro­bić im zdję­cia w domu. Także z powyż­szych infor­ma­cji wynika, że wpis w żaden spo­sób nie jest spon­so­ro­wany przez bie­dronkę, a wynika z czy­stej sym­pa­tii do sklepu dla bie­doty i faktu, że kupuję tam naprawdę sporo rze­czy. Szcze­gól­nie, że dwa lata mia­łem oka­zję miesz­kać w Buda­pesz­cie i zdą­ży­łem zatę­sk­nić do kilku nie­do­stęp­nych gdzie indziej pro­duk­tów, a nie­długo wyjeż­dżam, więc znów będzie mi ich bra­ko­wać. Choć z powodu wypro­sze­nia mnie ze sklepu na pewno bra­kuje tu kilku pro­duk­tów i jakoś nie mam już wię­cej ochoty robić im zdjęć, ani opi­sy­wać. No chyba, że skon­tak­to­wałby się ze mną rzecz­nik pra­sowy Bie­dronki. No to lecimy. Pie­rogi I kro­kiety też. Bar­dzo smaczne wyroby gar­ma­że­ryjne do odgrza­nia, ale raczej nie porwał­bym się na kupno ich z mię­sem. Jeżeli cho­dzi o mięso, to pod­cho­dzę do niego dość restryk­cyj­nie — nie prze­pa­dam za chrząst­kami, prze­ro­stami, ani podro­bami. Gdy sam gotuje, to dosko­nale wiem co jest w środku, jed­nak jeżeli mam kupić pro­dukt robiony masowo z mięsa, to wtedy takie ele­menty mogą się tam zna­leźć, a tego chciał­bym unik­nąć. W każ­dym razie wszyst­kie nie­mię­sne były naprawdę smaczne i czę­sto z powo­dów sesyjno-lenistwowo-niezależnych zda­rzało mi się je konsumować. Kur­czony wędzak Odkry­łem jego poten­cjał gdy robi­łem prak­tyki tech­no­lo­giczne w fir­mie będącą poten­tan­tem w pro­duk­cji źró­deł oświe­tle­nia. Dosta­łem wtedy pokój w inter­na­cie, gdzie wśród całego sze­regu wad był rów­nież pro­blem braku lodówki. Musia­łem więc posta­wić na jedze­nie, które wytrzyma noc w tem­pe­ra­tu­rze poko­jo­wej i będzie się nada­wało do spo­ży­cia. Ten pro­dukt speł­nił to zało­że­nie, a do tego oka­zał się wyjąt­kowo smaczny. Owsiane ciastka Mój współ­lo­ka­tor z aka­de­mika zwykł mawiać, że one wcale nie są dobre i ja tak naprawdę ich nie lubię, ale kupuję z dwóch powo­dów. Bo wkrę­ci­łem sobie, że są zdrowe i należy je jeść, a także żeby on mi ich nie wyja­dał. Podob­nie się wypo­wia­dał na temat owsianki. Skła­mał­bym, gdy­bym powie­dział że te argu­menty były dla mnie nie­istotne, ale one są bar­dzo smaczne. Tro­chę suche, więc warto mieć sok bana­nowy pod ręką. Pie­czywo Całe pie­czywo w bie­dronce jest zaska­ku­jąco przy­zwo­ite. Oczy­wi­ście ist­nieją pie­kar­nie, lub sklepu, które mają smacz­niej­sze w swo­jej ofer­cie, jed­nak bie­dron­kowe pie­czywo to jest solidny pew­niak. Tak jak nie­któ­rzy wolą zjeść che­ese­bur­gera w macu, zamiast testo­wać nie­znane knajpy, tak jak bez reko­men­da­cji wolę nie kupo­wać chleba w nowym miej­scu i wybiorę bez­pieczny w dys­kon­cie z krop­ko­wa­nym insektem. Sok bana­nowy To jest dopiero szto­sik. Gęsty i słodki, więc można go roz­ra­biać z wodą w sto­sunku 1:1, a do tego świet­nie sma­kuje z gęstym sokiem wiśnio­wym. Każdy inny sok po pew­nym cza­sie mi się prze­pija , jed­nak dla bana­no­wego nie jest to zagro­że­nie. Jesz­cze tru­skaw­kowy ma tę zaletę, ale takiego nie znaj­dziemy w bie­dronce. I na pewno nie w takiej cenie. Rurki z kremem Tak jak lew jest kró­lem dżun­gli, tak rurki są kró­lem sło­dy­czy z bie­dronki. Nie dość że są smaczne, to jesz­cze sam spo­sób jedze­nia zwięk­sza ich atrak­cyj­ność. Kru­cha war­stwa zewnętrzna, którą można zdzie­rać zębami w for­mie cien­kich płat­ków, kru­sząc przy oka­zji na łóżko czy dywan, skrywa słod­kie wnę­trze. Słod­kość kremu ide­al­nie dopa­so­wana, że z jed­nej każda kolejna jest roz­ko­szą dla pod­nie­bie­nia, a z dru­giej strony nie zwy­mio­tu­jemy po zje­dze­niu całej paczki. Jogurt o smaku tarty malinowej Tu już sama nazwa powinna być dla wszyst­kich wystar­cza­jącą zachętą, to jest jogurt z mali­nami. Owoce jak wia­domo są naj­smacz­niej­sze, a maliny zaj­mują wysoką pozy­cję. Kilka razy już pró­bo­wa­łem usta­lić hie­rar­chię owo­ców w smacz­no­ści, żeby o tym napi­sać, ale nigdy nie udało mi się jej napi­sać. I to wcale nie dla­tego, że nie pró­bo­wa­łem. Nie umia­łem po pro­stu się zde­cy­do­wać, ale maliny były zawsze dość wysoko. Cza­sem nawet w top 3. Ser lili­put Bez­kon­ku­ren­cyjny zwy­cięzca stu­denc­kiego kon­kursu dla tanich pro­duk­tów żyw­no­ścio­wych w kate­go­rii masa*smak/cena. Jak to żółty ser nadaje się na pra­wie wszystko, a już szcze­gól­nie na cie­pło. Cią­gle mam do niego sen­ty­ment. BTW żeby zwięk­szyć smacz­ność każ­dego żół­tego sera, wystar­czy do zetrzeć na paski. Nie mam poję­cia na jakiej zasa­dzie działa ten feno­men, ale pra­cuję nad tym. Kie­dyś będę tak bogaty, że pójdę do bie­dronki i kupię tam co tylko zechcę –Typowy stu­dent, eme­ryci już się tak nie łudzą. Ser Blue Niebieski Nazwa sera jest śmieszna, bo jak to blue nie­bie­ski? To tak jakby nazwać ser fro­mage. Bo po fran­cu­sku to jest ser. Albo restau­ra­cja na Węgrzech Hung(a)ry. Albo we Wło­szech Eata­lia. Jed­nak pomi­ja­jąc ułań­ską fan­ta­zję ludzi wymy­śla­ją­cych nazwę, ser jest wspa­niały. Dobrze pasuje z orze­chami wło­skimi i ele­gancko pasuje do zro­bie­nia dipu, zje­dze­nia na kanapce i do gotowania. Her­bata Feel Green o smaku ananasa Podob­nie jak lili­put zwy­cięzca w kate­go­rii masa*smak/cena, tylko w gru­pie zawod­ni­ków her­baty. Inne jej smaki są słabsze. Kolega jesz­cze mówi, że wódka z bie­dronki jest dobra. Ten sam kolega, co to nie chciał mi wyja­dać płat­ków, ani cia­stek owsia­nych, więc to nie jest taki przy­pa­dek, gdzie piszę że kolega, a tak naprawdę cho­dzi o mnie. Przy­znał­bym się, a tak to nigdy nie mia­łem oka­zji jej pić, ale za pół litra brzmi roz­sąd­nie, w sam raz na kie­szeń gim­na­zja­li­sty. A prze­cież w wódce nie smak jest najważniejszy. A wy jakie macie ulu­bione pro­dukty? Bo w to, że nie prze­pa­da­cie za zaku­pami w bie­ronce, to nie uwierzę.

rurki do picia z biedronki